Czym jest prawdziwe tworzenie…?

😃 Piszę tego posta zainspirowana pytaniem mojej znajomej z Facebooka, które zadała sobie i innym: czym jest dla nas KREACJA? Poczułam, że chcę się z wami podzielić moją historią odkrywania, czym rzeczywiście jest kreacja, czy też raczej prawdziwe tworzenie. Oto ona:

Od wczesnego dzieciństwa zaczęłam przejawiać różne talenty manualne i artystyczne, kochałam śpiewać. Już jako pięciolatka godzinami potrafiłam siedzieć w skupieniu tworząc, wyszywając, robiąc na drutach i szydełku, a następnie projektując i szyjąc ubranka dla lalek. Szycie ubranek dla lalek przerodziło się dosyć szybko w projektowanie i szycie  ubrań dla samej siebie. W szkole podstawowej udzielałam się twórczo na różne sposoby, śpiewając solo w chórze, recytując wiersze podczas różnych wydarzeń, tańcząc i projektując coraz to bardziej niezwykłe kreacje mody. Już wtedy wiedziałam, że chcę zostać projektantką mody i to sławną – haha! 

A więc kolejne szkoły do których poszłam były szkołami artystycznymi, gdzie mogłam rozwijać i wyrażać moje talenty i pasję tworzenia, kochałam to robić. Tak, przy okazji 😉, stałam się sławną projektantką mody, wygrałam nagrodę na targach mody, występowałam w telewizji itd. Teraz kiedy patrzę na to wszystko zupełnie inaczej, jest to dla mnie zupełnie bez znaczenia.  

Wtedy jednak nie rozumiałam, dlaczego tak naprawdę to wszystko robiłam, jaki był ukryty w mojej podświadomości mechanizm, który kierował tymi wszystkimi działaniami, które podejmowałam, wyrażająca  się twórczo. 

Dopiero kiedy stopniowo, po urodzeniu dzieci, wszystkie te pasje zaczęły powoli wygasać – i początkowo z bólem w sercu pozwalam im odejść, czując w duszy, że mam to zrobić – to zwróciłam się w stronę psychologii, psychologii transcendentalnej, psychosyntezie i duchowości, które zawsze mnie fascynowały, które studiowałam i które całkowicie mnie pochłonęły. 

Dlaczego? 

Bo moja dusza szukała wyzwolenia, z całego tego emocjonalnego bólu i traumatycznych wspomnień, z którymi próbowałam sobie poradzić poprzez odgrywanie różnych ról, w których wyrażalam moją pasję tworzenia. Nie rozumiejąc jednak, dlaczego tak naprawdę, to robiłam, co się za tym kryło. 

Tak więc zaczęła się dla mnie wieloletnia droga uzdrawiania i oczyszczania mojego zbolałego serca i umysłu, różnymi terapiami, technikami, praktykami duchowymi, medytacją, jogą. Całe długie lata intensywnej pracy nad sobą, tylko po to, żeby odkryć, że dalej byłam w cierpieniu, stanach depresyjnych i zachowaniach kompulsywnych. 

Można by tu zapytać, co to wszystko ma wspólnego z kreacją, ale tak naprawdę ma to z nią wiele wspólnego, bo doprowadziło mnie ostatecznie do rozpoznania, czym jest. 

A więc wracając do mojego cierpienia, pomimo całych lat usilnych starań, aby sobie pomóc i w końcu być szczęśliwą i wolną, któregoś dnia padłam na kolana, rozpoznając, że to wszystko nie działa i poprosiłam cała mocą serca i duszy Boga o pomoc. To był moment całkowitego poddania i powierzenia się sile większej niż, to co sama wytworzyłam, moment w który zapoczątkował moją całkowitą przemianę. Tego samego dnia w absolutnie niesamowitych, można powiedzieć, CUDownych okolicznościach pojawił się w moim życiu Kurs Cudów. Od tamtej chwili moja prawdziwa przemiana i uzdrowienie zaczęło przybierać coraz większego tempa i nie sposób tu nawet opisać w jednym poście, jak to wyglądało. 

W bardzo dużym skrócie mogę powiedzieć, że praktyka Kursu Cudów, która pomogła mi uświadomić sobie wszystkie mechanizmy działania ego w zupełnie nowym świetle, pomogła mi między innymi rozpoznać, dlaczego miałam tak wielką potrzebę KREACJI, czyli twórczego wyrażania się, odgrywania tych wszystkich ról, bycia artystką, sławną projektantką, piosenkarką, panią terapeutką, nauczycielką, dobrą matką, itd? Był to mój podświadomy sposób, radzenia sobie z bólem poczucia odrzucenia, z samotnością, lękiem i całą masą emocji z nim związanych. 

Był to mój SPOSÓB, aby być WIDZIANĄ, KOCHANĄ, WYJĄTKOWĄ, docenianą, podziwianą, szanowaną itd. 

Dlaczego zatem sposób ten NIE DZIAŁAŁ? Dlaczego nigdy nie mógł sprawić, żebym naprawdę poczuła się kochaną, widzianą, szanowaną, itd.? 

To, co odkryłam pracując z Kursem Cudów i Duchem Św. – który jest niczym innym jak światłem mojej Duszy, mojego Prawdziwego Ja – pomogło mi rozpoznać i wewnętrznie doświadczyć, że nic z zewnątrz nie może mi dać poczucia bycia KOCHANĄ, SZANOWANĄ, DOCENIONĄ, czy nawet SPEŁNIONĄ, żaden talent, żadna twórczość, żadne staranie, czy też działanie. TO WSZYTKO JEST JUŻ WE MNIE, JEST JUŻ MNĄ. Nie muszę nic robić ani się starać, żeby tym być i żeby to wszystko było już moje. 

Jedynie ego i wszystko to, czego się od niego nauczyłam i czym, jak uwierzyłam jestem – czyli nigdy nie wystarczajaco doskonała, nie zasługująca na miłość, szacunek, i cała ta masa innych bzdur, w które uwierzyłam – przekonywało mnie, że tego nie mam i że muszę to gdzieś dostać, jakoś na to zasłużyć, postarać się być WYJĄTKOWA, NIEZWYKŁA, jeszcze LEPSZA, żeby zasłużyć na MIŁOŚĆ i PODZIW innych. 

Oczywiście, to się nigdy nie mogło udać, bo samo założenie, że się czegoś nie ma, opierające się na idei braku, musi zawsze dać wynik braku. Jednak odkryciem, które było dla mnie najbardziej transformujące jeśli chodzi o tą konstrukcję mentalną zwaną ego, było rozpoznanie, że jest ono całkowicie nierzeczywiste. A jedynie moja wiara w nie i podążanie za nim i jego celami, czyniło je dla mnie prawdziwym. 

A zatem, co zostało mi objawione jeśli chodzi o KREACJĘ, czy tworzenie? Jedynie MIŁOŚĆ Stwórcy, która jest wszystkim, co istnieje stwarza prawdziwie na Swoje podobieństwo, szerząc się bezgranicznie i bezwarunkowo. W przeciwieństwie do tego, co ego nazywa „miłością”, MIŁOŚĆ, którą jest całe stworzenie, każdy i wszystko, niczego nie oczekuje, nie potrzebuje osiągnięć, ani rezultatów, nie szuka sławy, ani poklasku. MIŁOŚĆ nie próbuje niczego od nikogo dostać (to robi ego), ONA jedynie daje SAMĄ SIEBIE, całkowicie i bezwarunkowo. 

Tą MIŁOŚCIĄ jest każda dusza, ale nie wystarczy tego wiedzieć intelektualnie, tego trzeba doświadczyć i trwać w tym doświadczeniu, w każdej pojedynczej chwili. TO DOŚWIADCZANIE siebie jako MIŁOŚCI, już jest KREACJĄ, stwarzaniem. Będąc w tym doświadczeniu bez względu  na to, co robimy, czy jest to sprzątanie, zamiatanie ulic, wynoszenie śmieci, gotowanie, czy też cokolwiek, co czujemy w Sercu, że mamy zrobić, powiedzieć i gdzie się udać – a płynie to wyłącznie z Ducha – wszystko jest doświadczane jako OBECNOŚĆ MIŁOŚCI, która wyraża się poprzez nas. 

W tym nie ma już ego, z jego nic nie wartymi pragnieniami, dążeniami, celami, które są jedynie jego próbą dostania czegoś, czego jak myśli jeszcze nie ma. Bez względu na to jak obiecujące i szczytne, jak „duchowe” i „humanitarne” są jego cele, ono zawsze daje tylko więcej poczucia braku, winy i lęku. Utożsamianie się ze swoim ciałem i swoim nic nie znaczącym wymyślonym wizerunkiem samego siebie jest podtrzymywaniem go w swojej świadomości i jest tym, czym jest ego. 

Odkryłam i doświadczyłam, że aby Być tą Obecnością Miłości, którą już jesteśmy, lecz której zaprzeczyliśmy, a która jest jedyną rzeczywistą KREACJĄ, jaka istnieje, musimy całkowicie zrezygnować z podążania za ego, a wtedy ono po prostu znika z naszej świadomości, a my się budzimy do naszej jedynej prawdziwej Tożsamości, która jest czystą szerzącą się MIŁOŚCIĄ, a która tu w świecie może wyrażać się przez ten wehikuł zwany ciałem, tak długo aż jego użyteczność się kończy, odkładamy je i ostatecznie uwalniamy Duszę, by mogła wyrażać się poza wszelkimi ograniczeniami formy. 

KREACJA jest dla mnie radością szerzenia swojej Prawdziwej Tożsamości, MIŁOŚCI. Płynąca z poczucia wewnętrznej obfitości, spełnienia, z rozpoznania Kim się naprawdę Jest, z Miłości do siebie. Bez oczekiwania jakiegokolwiek rezultatu, czy wynagrodzenia w jakiejkolwiek formie. Jest niemożliwa jeśli pozwolimy, aby na scenę naszej świadomości wkroczyło ego i jeśli się z nim identyfikujemy.  

Mam nadzieję, że to czym się tu podzieliłam będzie dla kogoś inspirujące. Zapraszam do kontaktu w razie pytań. Możesz zostawić swój komentarz w okienku pod tym wpisem. 

Dziękuję za to, że jest tylko MIŁOŚĆ. KOCHAM. 😊💖

 

6 myśli nt. „Czym jest prawdziwe tworzenie…?

  1. Izabello, dziękuję za podzielenie się Swoją historią z odkrycia czym jest prawdziwa kreacja. Moja biograficzna historia tworzona pod dyktatem ego była podobna, najpierw sztuka potem psychologia, psychoterapia… aż spotkałam „Kurs cudów”, który otworzył mi serce. Tak samo ja Ty, uważam, a lepiej będzie powiedzieć, wiem, że rzeczywista kreacja powstaje pod wpływem prowadzenia przez Miłość i jest jej szerzeniem się. Żadna twórczość czy inne działanie podejmowane z pobudek ego nie zapewni nam prawdziwej Miłości. Jedynie odnalezienie takiej Miłości w sobie i uznanie jej za swą prawdziwą Tożsamość pozwala na wyrażanie się różnych przejawów Miłości czyli właśnie rzeczywistą kreację. Z wdzięcznością za ten wpis pozdrawiam Cię 🙂 <3

    • Witaj Aga! Dziękuję bardzo, że piszesz i dzielisz się swoim doświadczeniem. Zawsze niezmiernie się cieszę kiedy słyszę, że kolejny umysł wybrał tą drogę przebudzenia, Miłości i Prawdy. Jakie to szczęście, że Jest tylko Jeden Umysł! Pozdrawiam Cię z Miłością i Wdzięcznością.😊 💗

  2. Wspaniale objaśnia na czy polega rzeczywista kreacja ten fragment z KC: Ciało nie istnieje inaczej niż jako narzędzie uczenia się dla umysłu. To narzędzie nie jest podatne na własne błędy, ponieważ nie może tworzyć. Jest zatem oczywiste, że skłanianie umysłu, do zarzucenia jego wadliwych tworów, to jedyne prawdziwie znaczące zastosowanie zdolności twórczej. T 2.V.1
    🙂 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*