Nie muszę nic robić…

Czy może jest to teraz twoim doświadczeniem? Nie?

Jak długa jest twoja lista zadań, planów i czynności, które jak wierzysz musisz wykonywać codziennie, czy też zrealizować w przyszłości? 

Czy zastanawiałeś się kiedykolwiek dlaczego myślisz, że potrzebujesz je zrealizować? Co kryje się pod tą listą rzeczy do zrobienia? Co cię do tego wszystkiego motywuje?

 Być może pomyślisz teraz:

– No, jak to przecież muszę wstawać rano, myć zęby, zrobić śniadanie i jeść śniadanie, zająć się dziećmi, iść do pracy, zarabiać pieniądze, iść na zakupy, zrobić obiad, być może też pogimnastykować się poćwiczyć jogę, iść pobiegać, iść na siłownię,  pomedytować, iść do fryzjera, kosmetyczki, lekarza, na kolejną sesję uzdrawiania, spotkać się z przyjaciółmi, rodziną, itd… Ta lista może być bardzo długa i będzie się różnić dla każdego w zależności od hierarchii osobistych potrzeb i okoliczności.

Tu pewnie pojawi się w twoich myślach cała masa całkiem logicznych wyjaśnień dlaczego musisz to wszystko robić:

– No przecież muszę jeść, żeby nie umrzeć z głodu, muszę zarabiać pieniądze, żeby kupić to jedzenie, ubranie i mieszkanie, abym miał schronienie przed zmienną pogodą i tym niebezpiecznym światem, muszę ćwiczyć, żeby zachować dobrą kondycję, muszę iść do lekarza, uzdrowiciela, bo jestem chory itd…

Lecz kiedy zatrzymasz się na chwilę w skupieniu i wyciszeniu, i zadasz sobie uczciwie pytanie, dlaczego tak naprawdę wierzysz, że musisz to wszystko robić, to najprawdopodobniej odkryjesz, że kryje się za tym wszystkim lęk, poczucie zagrożenia i braku.

Kiedy motywacją do jakiegokolwiek działania jest lęk i brak, to efektem również musi być lęk i brak, ponieważ idee nie opuszczają swojego źrodła. Wierząc, w brak i zagrożenie utrzymujesz je w swoim umyśle i bez względu na to, jakie rozwiązanie będziesz próbował znaleźć w świecie zewnętrznym, aby wypełnić ten brak i pozbyć się lęku, to efektem i tak ZAWSZE będzie BRAK i LĘK.

Dlaczego?

Ponieważ nadal wierzysz, że brak i strata są możliwe, a lęk jest rzeczywisty. Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest uwolnienie umysłu z wiary i inwestowania w brak i lęk.

Jak to się może dla ciebie stać? 

Najpierw musisz sam w pełni rozpoznać, co robisz w swoim umyśle, w co wierzysz i jak to na ciebie działa, a potem zdecydować, czy nadal tego chcesz. To pierwszy krok i podstawa twojej przemiany ku wyzwoleniu.

Spójrz na to sam. 

Czy w stwierdzeniu, że musisz jeść bo inaczej umrzesz z głodu, nie kryje się lęk? To jest uznawane przecież w tym świecie za fakt! Co chwilę widzisz wokół siebie dowody potwierdzające ten fakt, tysiące umierających z głodu.

Czy, w przekonaniu, że jak nie będziesz miał co ubrać i gdzie mieszkać nie kryje się ogromny lęk? Wizja bycia bezdomnym, nagim, narażonym na niebezpieczeństwo i śmierć.

Czy, jeśli nie będziesz próbował leczyć jakiejś groźnej lub śmiertelnej choroby, to nie narażasz siebie na śmierć? 

To bardzo jaskrawe i skrajne przykłady. Trudno nie rozpoznać w nich idei lęku

Spójrzmy teraz na być może mniej oczywiste przejawy braku i lęku z nim związanego.

Czy nie wierzysz przypadkiem, że jeśli nie będziesz wystarczająco atrakcyjny, mądry, zaradny, zdolny, odnoszący sukcesy, lubiany, popularny, dobry, skromny, życzliwy, bogobojny, dający, poświęcający się, starający się, czy też asertywny, wyjątkowy, ekspansywny, bogaty, sławny… znowu lista może być długa i indywidualna… to nie będziesz KOCHANY? Bądź ze sobą uczciwy. Czy to nie w to tak naprawdę wierzysz?

Czy widzisz, zatem całe to poczucie braku i lęk, który kryje się za tym wierzeniem?  

Co robisz, aby zapewnić sobie bycie KOCHANYM – czyli lubianym, akceptowanym, widzianym, docenionym, uznanym? 

Co motywuje cię do tych działań?

LĘK? Wiara, że jeśli nie spełnisz jakichś określonych warunków, to nie dostaniesz tego na czym tak bardzo, choć całkiem nieświadomie ci zależy – MIŁOŚCI?

Czy dopuszczasz do świadomości fakt, że tak naprawdę boisz się miłości, a raczej tego co z niej uczyniłeś, wytwarzając w jej miejsce masę nierealnych substytutów?

Jak wierząc, że nie możesz być KOCHANYM, już teraz, bez żadnych warunków, mógłbyś kiedykolwiek poczuć się kochanym w przyszłości? Ty wierzysz, że możesz i to dlatego tak się starasz naprawiać i polepszać siebie, naprawić i polepszać innych i ten świat. Jednocześnie podświadomie boisz się tego, co wymyśliłeś sobie na temat miłości, bronisz się przed nią, równie nieświadomie. Efektem jest, że dostajesz to w co wierzysz i czego podświadomie się boisz. Brak Miłości. To jest oczywiście, niemożliwe w prawdzie, bo MIŁOŚĆ jest wszystkim, co istnieje. Ty jednak, lękając się, wybierasz wierzyć w swoje iluzje.

Przyszłość jest zawsze tylko i wyłącznie projekcją tego, w co już uwierzyłeś. Jeśli więc nie wierzysz, że już teraz jesteś KOCHANY, wystarczający, doskonały, pełny, i spełniony, to nie będziesz mógł tego doświadczyć w jakiejś tam przyszłości, bo najwyraźniej twój umysł zajęty jest wierzeniami braku i lęku, które wykreował w przeszłości i dokonuje ich projekcji na zewnątrz, tworząc w ten sposób przyszłość, która jest podobna do przeszłości.

Czym jest to coś co mówi ci, że wciąż coś jest z tobą nie tak, że wciąż musisz się jeszcze starać, coś zrobić, coś naprawić, coś polepszyć? 

Czy przypadkiem nie głosem z przeszłości, który twierdzi, że zna cię lepiej i lepiej wie kim jesteś i czego potrzebujesz, niż ty sam? Głosem, któremu uwierzyłeś, którego słuchałeś i którego polecenia wykonywałeś, wierząc, że zapewni ci to, czego zawsze szukałeś, czyli MIŁOŚĆ, pokój i szczęście? To ten sam głos nauczył cię bać się MIŁOŚCI, wytwarzając przeróżne fałszywe wierzenia o niej.

Czy podążanie za tym głosem spełniło twoje oczekiwania? Czy znalazłeś miłość, pokój i szczęście, które wciąż trwają? Czy też może wciąż szukasz dalej, próbując kolejnych recept na szczęście, próbując rozwiązać kolejny problem.

Czy nie masz już dosyć? 

Jeśli tak, to tu właśnie gotowy jesteś na wyżej wspomniany pierwszy krok. Tu właśnie gotowy jesteś rozpoznać, że coś jest nie tak z tym głosem, który ci każe szukać rozwiązań w przyszłości w oparciu o twoje przeszłe doświadczenia. Coś jest nie tak z głosem, który mówi ci, że ciagle coś jeszcze jest z tobą lub innymi nie tak, że ciagle jeszcze ty sam lub inni nie zasługują na bezwarunkową MIŁOŚĆ, że nie jesteś lub inni nie są godni, wystarczająco dobrzy i niewinni, aby być całkowicie i bezwarunkowo KOCHANYMI.

Czym jest ten głos? NICZYM. Urojeniami, które sam wytworzyłeś, wierząc, że możesz być oddzielony od siebie samego, takiego, jakim zostałeś stworzony w prawdzie, przez twoje jedyne rzeczywiste Źródło, Stwórcę ciebie i wszystkiego co istnieje, Boga i Jego Miłość. On nie stworzył świata braku, niedoskonałości, winy, ograniczeń i lęku. On nie stworzył świata oddzielonych form i ciał.

NIC NIE MUSISZ ROBIĆ… aby być tym kim już JESTEŚ. 

Stworzony w MIŁOŚCI, jesteś KOCHANY I KOCHASZ.

Stworzony w DOSKONAŁOŚCI już jesteś DOSKONAŁY.

Stworzony w bezgranicznej OBFITOŚCI, MASZ już wszystko, bo JESTEŚ wszystkim.

Kiedy pozwalasz sobie porzucić WSZYSTKIE swoje wierzenia, przekonania, idee, bazowane na lęku i braku, które wytworzyła ta odrębną tożsamość, wierząca, że była czymś innym, niż to co Stworzył Bóg, Miłość, Życie, to odkrywasz że nigdy tym wszystkim, co sobie na swój temat wymyśliłeś nie byłeś. Nikt nie był tym co w nim widziałeś, a ten świat nie był tym, co wydawał ci się prezentować. Budzisz się ze snu, który rozwiał się w świetle prawdy, w świetle twojej jedynej prawdziwej Tożsamości w Bogu, jako MIŁOŚĆ, która NIE MUSI NIC ROBIĆ, ale KTÓRA szerzy się bezgranicznie dając SIEBIE wszystkim i wszystkiemu.

Jak to może się dla ciebie stać? Zapytaj się tej Prawdziwej Mocy w tobie, która wie. Już Jesteś takim, jakim, stworzył cię Bóg. Nie musisz nic robic ani się starać, aby być tym kim Jesteś. Wystarczy jedynie, że będziesz chciał przestać, temu zaprzeczać i poprosisz o pomoc Moc Ducha Świętego w tobie, która wie, jak ci to umożliwić.

Dla mnie dzieje się to poprzez praktykę nauk Kursu Cudów. Poprzez bezustanne porzucanie fałszywej, cielesnej tożsamości, która znika w doświadczaniu siebie jako czystej, szerzącej się ŚWIADOMOŚCI, jako OBECNOŚCI, w której wszysttko jest doskonałe, dopełnione i zawarte, w doskonałym pokoju, radości i MIŁOŚCI.

W tym doświadczaniu NIE MUSZĘ NIC ROBIĆ… potrzebę robienia miała fałszywa tożsamość, która w doświadczeniu prawdziwej, Boskiej rzeczywistości znika. Kiedy to fałszywe poczucie „ja” znika, wszystko robione jest wtedy poprzez mnie, jako ekspresję Boskiej Jaźni. Tu dopiero zaczyna się PRAWDZIWA TWÓRCZOŚĆ, jako wyraz przejawu BOSKIEGO STWARZANIA.

W tym wszystko jest zapewnione, wszystko jest mi dane, bo wszystko jest włączone i jednym ze mną. Wszelkie potrzeby jakie wydaje się mieć ciało, są w tym również w pełni zaspokojone, bo nie ma w tym już żadnej idei braku i lęku, które podtrzymywała fałszywa, odrębną tożsamość-ego. Zniknęły w nicości, gdzie powstały.

2 myśli nt. „Nie muszę nic robić…

  1. Musieć oznacza przymus, a ten pochodzi z lęku, z braku. Miłość będąc kompletna niczego nie potrzebuje. Dziękuję za ten artykuł. To ważna lekcja