To co widzę jest formą zemsty…

…mówi lekcja 22 Kursu Cudów. 

To co widzę jest zniszczalne.

To co widzę nie przetrwa.

To co widzę nie jest rzeczywiste.

To co widzę jest formą zemsty.

Dziś  po raz pierwszy doświadczyłam naprawdę w pełni efektów praktyki tej lekcji i byłam przez moment przerażona. Jest to moja kolejna runda z rocznym cyklem lekcji Kursu Cudów, a jednak czuję się, jakbym robiła ją po raz pierwszy. Tak naprawdę zawsze robię wszystko po raz pierwszy, i to właśnie jest moim doświadczeniem praktykując każdą z lekcji. Po raz pierwszy tak intensywnie skontaktowałam się z lękiem, który pojawiał się, kiedy patrząc na wszystko wokół mnie powtarzałam sobie powyższe idee. Z ideami, że to co widzę jest zniszczalne i że nie przetrwa byłam pogodzona, natomiast idee, że to co widzę, tak naprawdę nie jest rzeczywiste i jest formą zemsty wzbudziły we mnie duży niepokój.

Natychmiast rozpoznałam co się za nim kryło. Moje przywiązanie do świata, i tego wszystkiego co w nim ceniłam było kwestionowane i druzgotane przez te idee. Powtarzanie sobie, że bliskie mi osoby, miejsca i widoki, które lubiłam nie są rzeczywiste i są formą zemsty przyniosło doświadczenie, które nie do końca było dla mnie zrozumiałe, ale też nie było mi obce i nie byłam w stanie mu zaprzeczyć. Czułam prawdę z niego płynącą, jednocześnie bojąc się tego, co mi objawiała.

Rozpoznałam, jak silne było moje przywiązanie do rzeczywistości, którą uznałam tu za prawdziwą, rozpoznałam w tamtej chwili, że mój lęk spowodowany był myślą, że mogłabym to wszystko stracić, to co wydawało się tak realne, znane i cenione.

Pomimo, że praktykując każdego dnia doświadczałam innej rzeczywistości, niż ta na którą patrzyłam, rzeczywistości czystej, bezwarunkowej miłości, szczęśliwości i absolutnego pokoju, to trudno było mi całkowicie zaprzeczyć temu światu, na który właśnie patrzyłam. Zdałam sobie wtedy sprawę z tego, że był on dominującym doświadczeniem, i że w pewien sposób wydawał się być pewniejszy i bardziej trwały, niż wszystkie te doświadczenia, w których łączyłam się z Boską, Miłującą rzeczywistością.

Prosiłam więc Moc Ducha Św. we mnie, aby prowadziła mnie przez to doświadczenie i pokazała mi, to co mam rozpoznać i zrozumieć. Szybko uświadomiłam sobie, że jednym z celów tej praktyki, było doprowadzenie mnie do całkowitego rozpoznania, jak bardzo ceniłam sobie ten świat i jak bardzo w związku z tym wydawał się mi rzeczywisty. Chciałam go, a więc był moim doświadczeniem, a w związku z tym wszystko co się w nim działo i wszystkie prawa, które nim rządzą i go podtrzymują, były również częścią tego czego chciałam. To był mój wybór i doświadczałam wszystkich jego skutków. Dziś podczas praktyki tej lekcji po raz pierwszy tak wyraźnie to zobaczyłam.

Kiedy praktykowałam tą lekcję po raz pierwszy kilka lat temu, intelektualnie rozumiałam o czym mówiła, nie mogłam wtedy jednak w pełni rozpoznać, że rzeczywiście to ja wytworzyłam to wszystko, co jak wierzyłam mnie atakowało i przed czym w związku z tym musiałam się bronić. Nie chciałam uwierzyć, że siła mojej projekcji może być tak ogromna, że jest w stanie wytworzyć ten świat i wszystko co w nim widziałam. 

Dlaczego? 

Bo podświadomie wiedziałam, że to wiązało by się z wzięciem za to wszystko odpowiedzialności, z końcem możliwości obwiniania świata za to, że mnie atakował, był okrutny, obcy i szalony. Byłby to koniec projekcji mojego własnego gniewu i żalu na innych, oraz widzenia w nich jego przyczyny. Rozpoznanie tego wiązało by się z powrotem całej tej projekcji do jej twórcy, czyli do mnie, a to nieuchronnie prowadziło by do uświadomienia sobie całego ogromu niezwykle bolesnego poczucia winy, które było jej przyczyną. Nie byłam wtedy na to gotowa.

Ta przez wieki projektowana na zewnątrz wina była tak silnie zakorzeniona w moim umyśle, że nie mogłam znaleźć innej drogi ujścia od niej i doświadczenia ulgi, niż poprzez kolejną jej projekcję na coś lub kogoś. W ten sposób atakowałam wszystko i wszystkich widząc w nich źródło tej winy, co z kolei było doskonałym uzasadnieniem dla mojego gniewu oraz konieczności obrony przed atakiem ze strony innych atakując ich w celu „samoobrony”. Co za niedorzeczne rozumowanie! Błędne, niekończące się koło konfliktu.

Chciałam wierzyć, że to ci inni mnie atakowali, że to oni mi zagrażali nie rozpoznając, że toczyłam tylko iluzoryczne bitwy z samą sobą. Dla mnie, to co widziałam, i czego doświadczałam, było wówczas bardzo realne. Byłam w samym centrum tej gry, w samym środku snu który śniłam. Nie byłam w stanie rozpoznać w związku z tym, że byłam wyłącznie śniąca postacią we śnie, tak bardzo zajęta byłam ukrywaniem tego wszystkiego przed sobą samą.

Nie mogłam przez to rozpoznać, że nic z tego nie było realne, że były to wyłącznie moje wytwory, iluzje, które uczyniłam dla samej siebie bardzo prawdziwymi. 

Praktykując kolejne lekcje Kursu Cudów doszłam do etapu, w którym gotowa byłam rozpoznać, że rzeczywiście dokonuję projekcji moich myśli, wierzeń i przekonań na zewnątrz a ich efektem jest wszystko co mi się przydarza i jak reagują na mnie inni. Zatrzymując się na jakiś czas w tym rozpoznaniu, zaczęłam doświadczać efektów powrotu moich projekcji do źródła, co zaowocowało konfrontacją z winą i lękiem przed karą nią wywołanym. Efekty wszelkich osądów i atakujących myśli objawiały się mi natychmiastowo w postaci cierpienia, czy to emocjonalnego, czy też fizycznego.

To uświadomiło mi prosty fakt, który wcześniej próbowałam wypierać z mojej świadomości, że tak naprawdę zawsze atakowałam tymi wszystkimi osądzającym myślami przede wszystkim samą siebie, ponieważ te idee nigdy nie opuściły swojego źródła, którym był mój własny umysł. 

Uczyniłam te wszystkie myśli rzeczywistymi i uzasadnionymi, dlatego też nieustannie ponosiłam konsekwencję tego przekonania. Nie byłam jeszcze wtedy gotowa rozpoznać i uznać ich nierzeczywistości, co byłoby moim całkowitym wyzwoleniem od nich. 

Przyglądając się tym wewnętrznym, objawiającym się mi odkryciom, uświadomiłam sobie, jak silne było we mnie uzależnienie od winy. Jak bardzo coś we mnie chciało się jej trzymać, chciało, żebym czuła się winna. Wszystko to doprowadziło mnie ostatecznie do odkrycia, że pod wszelkimi zewnętrznymi formami jakie przybierała projekcja mojej winy, kryło się jej pierwotne źródło, a było nim wierzenie, że odrzuciłam i zaatakowałam Boga. 

Jakkolwiek niedorzecznie mogłoby to brzmieć, to takie właśnie było moje wewnętrzne doświadczenie. Uwierzyłam, że obróciłam się przeciwko Bogu, Jego Woli i Jego stworzeniu, atakując je, odrzucając i potępiając. Uwierzyłam, że odrzuciłam Jego Miłość, nadając Jej cechy tego, co sama w tym świecie wytworzyłam i nazywałam „miłością” – miłością, która nagle mogła przyjąć formę ataku, czyli gniewu i nienawiści. 

Rozpoznałam, że dokonałam projekcji wszystkich moich szalonych wierzeń na Boga, oskarżając podświadomie Jego o to wszystko, ponieważ nie chciałam wziąć odpowiedzialności za to co sama sobie wymyśliłam. To były olśniewające doświadczenia. Skrzętnie skrywana konstrukcja tego szalonego systemu wierzeń została obnażona, przejrzana i obalona. 

W rozpoznaniu tego wszystkiego kryła się moja wolność, moja niewinność. Bóg nigdy nie miał nic wspólnego z niczym co sobie wymyśliłam. To nigdy nie była Jego Wola dla mnie. Nigdy nie mogłam oddzielić się od Niego i Jego Miłości, obrócić przeciwko Niemu ani Go zaatakować, chyba że w moich fantazjach, snach, iluzjach, które próbowałam uczynić rzeczywistymi używając do tego całej mocy, która jest Jego mocą mi daną. Efektem tego jest cały ten świat, który widzę. Świat ataku – projekcji gniewu, a w efekcie, winy i lęku.

Jednak ten świat nie jest rzeczywisty, i jestem o tym zapewniana przez tysiące kolejnych stron Kursu Cudów. Przypomina mi o tym choćby jutrzejsza lekcja, lekcja 23, która mówi mi że:

„Mogę uciec ze świata, który widzę, przez porzucenie moich atakujących myśli.” 

Dzisiejsza myśl zawiera w sobie jedyny sposób wyjścia z lęku, jaki w ogóle będzie skuteczny. Nic innego nie będzie działało; wszystko inne jest bez znaczenia. Ale ten sposób nie może zawieść. Każda myśl, jaką masz, tworzy jakiś segment świata, który widzisz. Dlatego też to z twoimi myślami musimy pracować, jeśli twoje postrzeganie świata ma się zmienić.

Widzisz świat, który wytworzyłeś, ale nie widzisz siebie jako twórcy tego wyobrażenia. Nie możesz być zbawiony od świata, ale możesz uciec od jego przyczyny. To właśnie oznacza zbawienie, albowiem gdzież jest świat, który widzisz, gdy zniknęła jego przyczyna? Prawdziwe widzenie zawiera już w sobie zamiennik na wszystko, co myślisz, że widzisz teraz. Piękno może oświetlić twoje wyobrażenia i przekształcić je tak, że będziesz je kochał, chociaż zostały wytworzone z nienawiści. Albowiem nie będziesz ich już tworzył sam.

A więc do dzieła! Zapraszam do praktyki lekcji 23. 

Boże ty mój, ponad 1400 stron było potrzebnych, żeby odczynić szaleństwo mojego umysłu. Uff!

Komentarze są wyłączone.